Zmiana Mszy św., liturgii, parafii

 

Wiele osób krytykuje młodzież, że nie garnie się na Msze św. w niedzielę, ale tak szczerze mówiąc – formuła Mszy św. jest tak skostniała i nudna, że trudno się młodzieży dziwić.

 

Co jest istotą Mszy św.?

- gdyby nie Ostatnia Wieczerza to Mszy św. nie byłoby.

 

Wyobrażacie sobie, że apostołowie spotkali się z Jezusem i czytali niezrozumiałe teksty – bo takie są dla młodzieży, i uprawiali wycia jak to jest na naszych Mszach św.? – aż trudno nieraz znieść.

Przecież gdyby w grupie apostołów Jezusa panowała taka atmosfera jak na naszych Mszach św. to apostołowie jednego wieczora wróciliby do swoich żon, rodzin i dzieci.

 

To nie młodzież jest dziwna, to nie ludzie odchodzą od Jezusa – ale odchodzą od społeczności wiernych tj. Kościoła, który zdradza Jezusa, który jest zgnuśniały, który nijak nie przypomina Jezusa ale męczarnię.

 

Księża skrupulanci pozwolą sobie jeszcze bardziej doprowadzić ludzi do zniechęcenia – po Mszy św. zrobią jeszcze kilka nabożeństw, aby nie urazić jakiegoś świętego tak, jakoby nie uczyli się w seminarium, że Msza św. jest pełnią liturgii Kościoła, ale pewnie wtedy nie uważali na wykładach więc potem liturgię zaczynają traktować magicznie.

 

1. Powinna być tylko niedzielna Msza św. – jak to pisałem we wcześniejszym artykule, a spowiedź powszechna – tak, jak było na początku, a kapłani w ciągu tygodnia powinni zająć się ewangelizacją całej parafii i wyjść do ludzi.

 

2. Powinna być tylko jedna Msza św. w niedzielę dla całej parafii – niezależnie ile osób parafia liczy np. 20 tysięcy i niezależnie od tego czy wszystkie osoby z danej parafii wezmą w niej udział.

Eucharystia niedzielna winna być znakiem jedności parafii, jedności i niepowtarzalności.

Eucharystia to nie przedstawienie, które będzie grane co kilka godzin, a widzowie muszą wygodnie siedzieć i czekać na rozwój wypadków.

 

3. Msza św. niedzielna winna być świętem całej parafii i powinna zgromadzić wszystkie talenty z parafii, które są np. muzyczne, akrobatyczne itd.

 

4. Msza św. winna rozpocząć się rachunkiem sumienia i wzajemnym przebaczeniem uczestniczących obok siebie wiernych, znakiem pokoju i żalem za grzechy.

Potem jedno czytanie i Ewangelia – bez śpiewów psalmów (jeśli ktoś chce - w domu można sobie pośpiewać).

5. Po Ewangelii homilia min. 10 minut – nie dłużej.

6. Potem od razu Przeistoczenie.

7. Ojcze Nasz i komunia wiernych podczas której można śpiewać pieśni, ale do rozdawania Komunii św. winni być świeccy akolici np. 20 osób.

 

Należy skrócić do maksimum wszelkie teksty liturgiczne – Bóg codziennie słucha tych samych modlitw kapłana, naprawdę – Bóg już wie co kapłan chce powiedzieć więc nie ma sensu ciągle powtarzać Bogu tego samego.

 

Msza św. winna jak najbardziej przypominać Ostatnią Wieczerzę apostołów z Jezusem, a była tam atmosfera i smutku, i radości, i nadziei, i wzajemnych interakcji.

 

Pewnie, w pełni nie da się naśladować Ostatniej Wieczerzy – już za św. Pawła wierni próbowali naśladować Ostatnią Wieczerzę i przynosili jedzenie, potem jedni jedni i mieli dużo a inni – biedni, patrzyli na nich. To prowadziło do przesadnego obżarstwa i potem nieprzyzwoitych zachowań i zgorszeń.

 

Powrót do istoty i adaptacja do danego człowieka jest takim zrównoważonym rozwiązaniem.

 

Trzeba odejść od wielu praktyk, które chrześcijaństwo przejęło w ciągu wieków z różnych kultur np. dzwony, które nieraz dudnią ludziom nad oknami, procesje ze stertą tkanin, figur czy obrazów, strojami np. ubiorem kapłana podczas Mszy – których styl przejęto z dworów, ze złoceniami i przepychem.

Jezus narodził się w żłobie zwierząt, Jego rodzina żyła ubogo, oddał życie jako ten najbardziej pohańbiony i odrzucony – co dzisiejsza liturgia czy styl ma wspólnego z Nim.

Gdyby chciał inaczej, aby było – to sam pokazałby.

Nie ubierajmy Jezusa w to, w co sam nie ubierał się żyjąc na ziemi – a przecież mógł to zrobić.

 

Prostota, miłość, jedność, przebaczenie, wzajemne interakcje – to droga chrześcijaństwa.