Jezus nie jest religią

 

Tak naprawdę to zależy od definicji religii.

Wg Wikipedii:

„Religia – system wierzeń i praktyk określający relację między różnie pojmowaną sferą sacrum (świętością) i sferą boską a społeczeństwem, grupą lub jednostką. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wierzenia), w czynnościach religijnych (np. kult, rytuały), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka).”

 

zaś w moim odczuciu – religia to tęsknota za Bogiem w różny sposób manifestowana przez człowieka.

Szukanie po omacku to ciągle szukanie. Odrzucanie Boga to wbrew pozorom też szukanie, gdyż jednak ciągle jest to w odniesieniu do tego Czegoś.

W zasadzie to nawet trudno określić i nazwać tę tęsknotę człowieka do Boga.

 

Niemniej należałoby określić, że wszelkie religie a także ateizm czy nawet komunizm i chyba wszelkie ideologie, które wytworzył człowiek – to ma charakter manifestowania przez człowieka tęsknoty za Bogiem.

Człowiek deklaruje się za albo przeciw, albo tworzy swoje bóstwa np. popiersia Lenina, pochody, manifestacje itd. – z jednej strony zwalczane są religie a z innej strony wprowadza się swoje ceremonie, doktryny i kult.

Generalnie, zachowanie religijne chyba wpisane jest w naturę człowieka i może raczej należałoby to nazwać tak ogólnie nie jako zachowanie religijne, ale jako tajemnicza i intymna tęsknota za Bogiem różnie manifestowana i przechodząca różne stadia poznania i doświadczenia oraz kontaktu.

 

Zatem także słuszne jest twierdzenie, że Jezus nie jest religią, ale podmiotem tęsknot i dążeń człowieka co słusznie ktoś zauważył, że niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Bogu, ale ta droga nie zawsze jest prosta i cnotliwa,

nawet – zdaję się - św. Franciszek czy św. Augustyn przeszli przez dolinę smutku czy może nawet grzechu. Syn Martnotrwany też wrócił do Ojca kiedy już nisko upadł i tarzał się ze świniami.

Zatem na zewnątrz człowiek może należeć do wielu organizacji, partii czy nawet do upadłych ideologii i próbować w jakimś stopniu skompenować sobie tę tęsknotę za Bogiem.

Religie te obecnie istniejące i ich ceremonie także są kompensacją tęsknoty za Bogiem.

 

Spełnienie prawdopodobnie następuje po śmierci albo jeszcze za życia np. podczas kontemplacji.

 

Teraz małe przykłady:

- czy słysząc o księżach i biskupach, którzy uprawiali seks z małymi dziećmi i gwałcili je – można nie doznać paraliżu i odejść daleko z Kościoła, stracić wiarę a nawet walczyć z Kościołem?

- a czy słysząc o tym, że odkryto masowe groby dzieci w Kanadzie w szkołach prowadzonych przez chrześcijan i to, co wyprawiali duchowni chrześcijańscy – można nie porzucić Kościoła?

 

Wielu kompensuje sobie tęsknotę za Bogiem np. życiem hulaszczym czy seksem lub gwałtami i orgiami czy kradzieżami i rozbojami albo wojnami lub władzą i wywieraniem wpływu na innych, lub gardzeniem i poniżaniem innych.

 

Nie wiem czy mnie dobrze rozumiecie – nie oceniam czynów, ale przywołuję sposoby kanalizacji tej tęsknoty i pragnienia transcendencji.

Czasami ludzie przechodzą całe etapy błądzenia i grzechu zanim dojdą do Boga. To jakiś wewnętrzny proces i typowy dla każdego człowieka.