Jezus wyszedł z kościoła - więc nie ma ludzi


Był czas kiedy nic nie było – punkt wyjścia

 

Co jest punktem wyjścia chrześcijaństwa i powiedzmy – co jest celem chrześcijaństwa?

1. Czy zachęcanie ludzi do przychodzenia do kościoła?

2. Czy przyjmowanie księdza „po kolędzie”?

3. Czy uczestniczenie na katechezie w szkole?

4. Czy wiedza teologiczna i religijna?

 

Zastanówmy się przez chwilę – był czas, że nie było kościołów, że ksiądz nie chodził po kolędzie, że nie było katechezy w szkole czy w ogóle nie było katechezy, czy nie było tak jak dziś rozwiniętej wiedzy teologicznej – i było chrześcijaństwo.

 

Odważę się postawić inne pytania

5. A może punktem wyjścia chrześcijaństwa  jest uczestniczego we Mszy św.?

6. lub spowiedź a nawet Komunia św.?

 

Był przecież czas kiedy nie było Mszy św., spowiedzi i Komunii św. – i było chrześcijaństwo.

 

Co zatem jest punktem wyjścia chrześcijaństwa?

- to osobisty i intymny w miłości związek z Bogiem, z Jezusem przeżywany w miłości do drugiego człowieka.

 

Człowiek od wieków tęsknił za Bogiem, szukał Go, wyobrażał sobie w różnych postaciach a tu Bóg dał mu się poznać, zbliżył się do niego i objawił mu swoją miłość i jego cel życia czyli życie wieczne.

 

Był czas kiedy niczego nie było a jedynie wielka tęsknota za Bogiem i Bóg wypełnił tę tęsknotę swoją osobą – dał nam się poznać w Jezusie.

 

Dziś również jest ogromna tęsknota za Bogiem, która kanalizuje się w wielu nurtach współczesnego świata.

 

Powiedzmy sobie szczerze – tylko Jezus może wypełnić tę tęsknotę,

ale Jezusa nie ma ani w naszych kościołach, ani na katechezie w szkole, ani na wizycie kolędowej, ani w procesjach, ani w wiedzy teologicznej, ani w kazaniach księży czy nawet w pielgrzymkach czy w polemikach.

Jezus jest miłością i jest w miłości. To zupełnie inna sfera istnienia niż fizyczne nasze zachowanie, ceremonie, nawet liturgia czy obrzędy a nawet tzw. dobre uczynki.

 

Nie ma młodzieży w kościele gdyż tam nie ma Jezusa. Nie ma młodzieży na katechezie, gdyż tam nie ma Jezusa, zamyka się drzwi przed księżmi na kolędzie, gdyż nie puka Jezus.

Wiem, to bardzo brutalne, ale to wszystko jeszcze bardziej opustoszeje, gdyż tu nie ma Jezusa, gdyż to jest martwe.

Szczerze spragnione serce wyczuje Jezusa – czy to będzie Maria Magdalena, czy Samarytanka przy studni, czy kobieta chora na krwotok, czy nawet przełożony synagogi – a przecież prowadzili się jak my współcześni.

 

W budynku kościoła nie ma Jezusa – wyszedł do ludzi i przechodzi między nimi.

 

Pomyślcie chwilę – Jezus miał ok. 33 lat jak zmarł. Wyobraźcie sobie teraz chłopaka, który ma 33 lata,

np. spójrzcie na tych facetów w wieku ok. 33 lat,

 

 

czy myślicie, że któryś z nich wytrzymałby to, gdybyście uprawiali mu ryki w kościele? – bo ten śpiew i zawodzenie to nie są ryki? – zmarły obudziłby się.

Który z tych chłopaków chciałby mieszkać w kościele?

 

Nasz skupienie? Zawodzenia? Przeżywania i medytacje? – czy nie dusimy za bardzo swojej psychiki i potem odwala nam, bo zamiast kochać świat to kiwamy się w jakiejś salce czy nawet w kościele.

 

Jeśli przyjmujemy, że Bóg stał się człowiekiem to ten człowiek miał 33 lata – jest pełen życia i wigoru, chce żyć, działać, kochać, żyć pełnią życia – a nie słuchać wycia i zawodzenia pod swoim adresem.

Nie ma Jezusa w kościele, bo nie wytrzymałby tego co wyprawiamy.

 

Żyjąc na ziemi Jezus nie zamknął się w synagodze i nie stanął na jakimś ołtarzu, aby ludzie oddawali mu cześć, ale chodził, nauczał, szedł do ludzi, działał, ale i modlił się, pomagał, rozumiał i śmiał się, a przede wszystkim kochał.

 

Jezus wyszedł z kościoła i poszedł do ludzi dawać miłość oraz wypełniać ich marzenia i tęsknoty.

 

Jeśli tego nie zrozumiemy to wkrótce zostaniemy sami w kościele i będziemy biadolić, że nie ma ludzi, że nie ma młodzieży.