1. Najważniejsze pytanie – czy jest życie po śmierci.

- bo nic nam nie daje istnienie Boga jeśli nie ma życia po śmierci.

 

W skrócie przeanalizuję to, co mówią o sobie sami:
1. ateiści
2. muzułmanie
3. buddyści
4. wyznawcy judaizmu
5. wyznawcy Jezusa

Interesuje mnie nie to, co wyznają, jaką mają doktrynę,
ale na czym opierają swoją wiarę, dlaczego wierzą.

 

A na koniec napiszę:

6. dlaczego ludzie nie przyjmują najbardziej prawdopodobnych przekazów a nawet je odrzucają?

7. kiedy odszedłem od Kościoła i publicznie wyśmiewałem wiarę Kościoła Katolickiego

 

 

2. Czy badanie współczesnych przekazów na temat życia po śmierci jest wystarczające, aby uznać, że ono jest?

- a czy zignorowanie tych przekazów jest wystarczającym powodem, aby odrzucić życie po śmierci?

 

3. Kto jest bardziej wiarygodny - ci, którzy mówią, że nie ma życia po śmierci czy ci, którzy twierdzą, że jest?

- najpierw powinienem przynajmniej zbadać na podstawie czego tak twierdzą jedni i drudzy.

 

Ateizm

 

4. Pozwoliłem zatem zapytać co sądzą ateiści

 

5. Ateizm to "brak wiary" - ale komu?

- "jest następstwem albo rozmyślnego wyboru"

- "albo naturalnej niezdolności zawierzenia religijnym naukom" 

- i dalej czytamy: "aktywnie wyznają wiarę w nieistnienie konkretnych lub wszystkich bogów"

 

6. Zatem czy mogę zawierzyć komuś, kto:

- dokonał rozmyślnego wyboru? - a jeśli coś źle zrozumiał albo jego umysł nie pojął? albo ma małą wiedzę? albo nie jest zdolny do pojęcia? - przecież to, że ślepy nie widzi kolorów nie znaczy, że tych kolorów nie ma.

- kto aktywnie wyznaje wiarę w nieistnienie? - skąd ta aktywność? czy nie szkoda życia na aktywne wyznawanie, że coś nie istnieje? przecież można wymyślić sobie jakąś ideę i potem walczyć z nią czy też aktywnie wyznawać nieistnienie jej. 

 

7. Podsumowując - ateizm to tylko domysły, przypuszczenia i odrzucanie z góry, bo nawet gdyby coś się pojawiło to on i tak z góry uzna, że to nie jest prawda, bo przecież on nie wierzy, a jak on nie wierzy to przecież tego nie ma, bo istnienie czegoś uzależnione jest przecież od jego wiary.

Czy w czymś się tu mylę? 

 

8. Od ateistów oczekuję konkretów, a nie samego odrzucania - oczekuję dowodów popierających ich twierdzenie, świadectw, świadków a najlepiej, gdyby ktoś z ateistów umarł i potem zmartwychwstał i powiedział, że nie ma życia po śmierci (nie żartuję, piszę poważnie, musi być dowód poważny o mocy chrześcijańskiego, a nie jakieś przypuszczenia, domysły, bo to brzmi mało poważnie, i do tego to "aktywne" wyznawanie wiary w nieistnienie - dla mnie to bardzo płytkie.

 

9. Zauważmy jeszcze jedno - ateista nic nie potrzebuje, aby zostać ateistą - to dokonuje się w jego umyśle - on tak stwierdza. On w swoim umyśle dokonuje analizy i dochodzi do wniosku, że jest ateistą, a przecież wiadomo, że oczy mogą nasz mylić, że uszy mogą słabo słyszeć, że umysł może być otępiały, że powonienie może wprowadzać w błąd.

 

- dlatego tym bardziej zadziwia mnie ta jakaś przedziwna pewność ateistów, zwłaszcza tych "aktywnych". Ta ich pewność oparta jest tylko na ich sądach i domysłach, które mogą przecież być fałszywe - brak mi dystansu do siebie i do swoich możliwości poznawczych.

2019.02.17 

 

 

Islam

 

Zacząłem poszukiwać podstaw dlaczego muzułmanie wierzą i muszę przyznać, że zaskoczyło mnie stwierdzenie na oficjalnej stronie islamu w Polsce:

„Nie jest to nowa religia. Muzułmanie wierzą, że stanowi tę samą prawdę, którą Bóg objawiał poprzez wszystkich swoich proroków, wysyłanych wcześniej do wszystkich narodów.”

 

Zaznaczę – nie interesuje mnie w co wierzą, ale dlaczego wierzą, jakie mają podstawy, co ich przekonuje do wierzenie w to, a nie w co innego.

 

Kliknąłem w inną podstronę i znajduję: „Islam został zbudowany na pięciu filarach: deklaracji, iż nie ma Boga prócz Allaha, a Muhammad jest Jego Wysłannikiem”

 


 

Z tego, co widzę - islam opiera się na wierze takiej, jaką podawali prorocy,

z tymże ciekawi mnie kto i dlaczego dokonał takiego a nie innego wyboru proroków – bo na jakiej podstawie jednym wierzyć a już drugim nie wierzyć, albo dlaczego jednym bardziej wierzyć a drugim – mniej.

 

Zaznaczmy, że islam powstaje ok. 600 lat po Jezusie czyli chrześcijanie od ok. 600 lat wyznawali Jezusa jako Boga a w opinii islamu Jezus jest prorokiem, ale nie jest Bogiem – czyżby islam posiadał jakąś alternatywną wiedzę o Jezusie?

 

Rozumiecie? – mnie ciekawi na jakiej podstawie islam odrzucił Bóstwo Jezusa skoro o tym Bóstwie od ok. 600 lat się mówi i wyznaje.

 

Reasumując – z tego, co zrozumiałem:

1. islam wierzy prorokom, a prorocy mieli swoje indywidualne kanały kontaktu z Bogiem

 

Rozumiem, taką podjęli decyzję na początku, bo kiedyś ten początek.

Biorąc pod uwagę to, co wyżej napisałem, że od ok. 600 lat już znane jest życie Jezusa – mam wątpliwości w największe poznanie islamu, co nie znaczy, że w islamie nie jest zawarta jakaś prawda o rzeczywistości – myślę, że jakaś prawda o rzeczywistości jest zawarta.

 

 

 

Buddyzm

 

Na stronie buddyzmu znalazłem dość zwięzłe wyjaśnienie czym jest buddyzm, ale ciekawiło mnie stosunek buddyzmu do Boga znanego nam z religii monoteistycznych więc sięgnąłem do Wikipedii:

„Buddyzm – jest religią (lub systemem filozoficzno-etycznym), w której pojęcie Boga osobowego odgrywa drugorzędne (bądź nawet żadne) znaczenie, zaś ostatecznym celem wszystkich buddystów jest osiągnięcie oświecenia i wyzwolenie z kręgu kolejnych wcieleń.”

„Z dogmatem Boga „Stwórcy” nie można pogodzić np. nauk o karmie i reinkarnacji.”

„ „Pojęcie Boga” nie wchodzi w skład doktryny Buddy nauczanej w sutrach (albo „agamach”), a mającej na celu wyzwolenie od cierpienia. Niektórzy jednak widzą w pojęciu „królestwa Nirwany, w którym nie ma śmierci” ślady ponadosobowego, transcendentnego Absolutu”

 

Skąd zatem wiedzą jak jest?

Zatem odwołam się do wyżej wymienionej strony buddyjskiej:

„Autentyczną podstawą wszystkich szkół buddyjskich są trzy poziomy nauk, przekazane dwa i pół tysiąca lat temu przez Buddę Siakjamuniego”

- zauważmy – 2,5 tys. lat temu czyli ok. 500 lat wcześniej od chrześcijaństwa i ok. 1100 lat wcześniej od islamu, ale tak naprawdę mało to znaczy.

 

Reasumując: „wyznawanie” buddyzmu opieramy na przekazie jednej osoby.

 

 

Judaizm

Informację o judaizmie przywołam ze strony  Muzeum Historii Żydów Polskich Polin.

 

Zauważmy:

Abraham żył ok. II tysiąclecia p.n.e.

Wyjście z „niewoli egipskiej” pod wodzą Mojżesza, przypuszczalnie w XIII w. p.n.e

 

czyli ok. 1500 lat przed Buddą, chociaż to też chyba nie ma dużego znaczenia.

 

Na czym opiera się poznanie judaizmu?

- na wierze w to, co przekazują prorocy a zwłaszcza Abraham i Mojżesz.

To prawda, że judaizm zaczerpnął wiele sformułowań z religii i narodów ościennych, ale te sformułowania w judaizmie otrzymywały inne treści, służyły do określenia innych wyobrażeń, myśli dlatego tak często ludzie, którym wydaje się, że coś wiedzą jak przeczytają te same sformułowania w judaizmie i w religiach ościennych – uważają, że to znaczy to samo.

 

 

Jezus

Zacząłem szukać czegoś wiarygodnego na temat chrześcijaństwa i zaciekawiło mnie takie stwierdzenie: „chrześcijaństwo nie jest religią.”

 

 

Muszę przyznać, że od jakiegoś czas sam się nad tym zastanawiałem, ale do rzeczy:

Dlaczego chrześcijanie wierzą?

1. gdyż nie jedna osoba, ale wiele osób, grupa osób

2. świadczyła, że Jezus został zabity na krzyżu i po śmierci widzieli go żywego

3. że po śmierci pojawiał się i znikał, że rozmawiał z nimi, szedł z nimi, jadł z nimi, dotykali go, pouczał ich,

4. a dodatkowo przez wiele lat w trudzie i prześladowaniu głosili to świadectwo

5. i oddali swoje życie za to świadectwo

6. jednocześnie u początków jest Szaweł – późniejszy Paweł, gorliwy wyznawca judaizmu, wykształcony, który prześladował i wtrącał do więzienia wyznawców Jezusa a potem – jak sam mówi – po objawieniu się mu Jezusa – zaczyna sam głosić Jezusa.

 

Możemy dodać do tego inne wydarzenia – chociażby tylko te współczesne i głośne:

1. Objawienia Maryi w Lourdes we Francji

2. Objawienia Maryi w Fatimie w Portugalii

3. Ojca Pio

4. Gemmę Galgani

5. „Cud Słońca” w Fatimie podczas objawień – zapowiadany w objawieniach, który widzieli wierzący i nie wierzący.

6. Faustynę Kowalską i Jezusa Miłosiernego

 

 

Czyżby oni wszyscy zwariowali?

 

Ja nie mam pewności, tak samo jak nie mam pewności, że to, co podali w wieczornych informacjach telewizyjnych, że jest prawdą,

niemniej, wydarzenie Jezusa wydaje się najbardziej prawdopodobne i w mojej ocenie najbardziej jest poświadczone.

Co więcej – to ciągle w jakiś przedziwny sposób się potwierdza w świecie – chociażby to, co wyżej napisałem o współczesnych doświadczeniach.

 

Bo jeśli oni nie zwariowali to może jednak to jest prawdą?

Ale czy mogli tak wszyscy zwariować? – akurat ci? a inni nie?

 

W każdym razie doświadczenie Jezusa w stosunku do innych przekazów ma ogromną, mega wielką moc dowodową.

 

Zawsze jednak i tak decyzja należy do każdego z nas, chociaż wydaje mi się, że wskutek braku odpowiedniej wiedzy czy też bańki ograniczającej naszą wiedzę – nie możemy podejmować takich decyzji, które byłyby optymalne gdybyśmy posiadali całościową wiedzę.

 

 

Niemniej najbardziej absurdalnym jest ateizm, zwłaszcza ten aktywny – rozumiem, że można czegoś nie rozumieć czy nie zrozumieć albo nie przyjmować, ale skąd oni mają aż taką wiedzę, że wiedzą co w historii jest prawdą a co nie jest i co jest po śmierci a czego nie ma?

Jednocześnie wcale nie orzekam, że inne religie czy wyznania mają całkowitą rację – jak wszędzie – zapewne są pożyteczne elementy, ale jeśli już muszę dokonać wyboru to winienem wybrać zgodnie z sumieniem najbardziej prawdopodobny przekaz.

 

I zrozumiem ateistę, który dobrze pozna te przekazy, które są w świecie i uczciwie powie, że nie wydaje mu się, że są prawdziwe, że wydaje mu się, że raczej nie ma życia po śmierci i nie ma Boga – ja to zrozumiem, ale żeby od razu „aktywnie wyznawać wiarę w nieistnienie…” ?  - dla mnie to jakieś diabelskie działanie jeśli rzeczywiście zło osobowe istnieje (mam na myśli diabła).

 

Jakie jest moje zdanie?

W mojej ocenie przekaz o Jezusie jest najbardziej prawdopodobny – ufam Mu.

Nie wykluczam, co jeszcze raz podkreślę, że w innych przekazach są elementy prawdziwe, chociaż byłby problem z sprzecznymi ze sobą np. zmartwychwstanie i reinkarnacja, ale zakładając, że Bóg istnieje - jak widzimy akceptuje na świecie różne wyznania i religie, i poprzez 100%-owe pewne pokazanie się nie chce przynajmniej do tej pory - przekonać wszystkich ludzi.

 

Może jednak źle odczytaliśmy kod świata - to nie przynależność do religii, ale to, co mamy powszechnie wlane w nasze serca - MIŁOŚĆ będzie wyznacznikiem naszej przyszłości i to ona wskaże nam miejsce;

 

a jeśli miłość jest wyznacznikiem przyszłości to może wskaże nam i dziś swoją drogę - w teraźniejszości.

 

 

Nie wykluczone jest, że na moją opinię ma wpływ to, że urodziłem się w rodzinie chrześcijańskiej chociaż w przeszłości przez wiele lat odrzucałem Bóstwo Jezusa i publicznie wyśmiewałem wiarę Kościoła. Jednak niezależnie od mojej obecnej sytuacji podstawy poszczególnych wyznań są stałe zatem nie wydaje mi się, abym był nieobiektywny w przedstawianiu ich - staram się rzetelnie podejść do tematu

 

i jeśli chciałby ktoś z innych wyznań przedstawić jaśniej swój punkt widzenia, a nawet podyskutować ze mną na twarde argumenty - zapraszam: website@multibig.com

 

2019.02.24

Dlaczego ludzie nie przyjmują najbardziej prawdopodobnych przekazów a nawet je odrzucają?

 

 

To bardzo trudny temat, ale to nie powód, aby unikać go. Postaram się podejść racjonalnie i tak, jak mi mówi mój rozum.

 

Ale najpierw chciałbym przytoczyć 3 ważne cytaty pochodzące ze współczesnych badań nad człowiekiem:

 

1. „Heath zdołał wykazać, że treść emocjonalna w reklamie ma często większą siłę niż przekazy racjonalne. Te ostatnie mogą łatwo zostać odfiltrowane przez mózg, pierwsze zaś mogą być przetwarzane  nawet przy niewielkim udziale uwagi, a następnie funkcjonować jako rodzaj „strażnika” chroniącego przed racjnalną decyzją, o jakim marzą wszyscy marketingowcy.”

Miles Young, Ogilvy o reklamie w epoce cyfrowej, Wydawnictwo Arkady 2018, s. 103.

 

2. „Niemniej – twierdzi Stanovich – wysoki poziom inteligencji nie sprawia, że ludzie stają się odporni na błędy poznawcze. Do tego konieczna jest inna umiejętność, która nazywamy „racjonalnością”. Koncepcja osoby Stanovicha przypomina coś, co wcześniej nazwałem „zaangażowaniem”. Jego główna myśl mówi, że powinniśmy odróżniać racjonalność od inteligencji.””

Daniel Kahneman (laureat Nagrody Nobla 2002 r.), Pułapki myślenia, Media Rodzina 2012, s. 68

 

3. i w innym miejscu tamże: „Istnieje tylko to, co widzisz.” s. 173.

 

Może nieco omówię:

1. ludzie inteligentni wcale nie muszą postępować racjonalnie czyli mogą popełniać błędy poznawcze, gdyż inteligencja nie gwarantuje poprawności poznawania racjonalnego – to dlatego ludzie nawet bardzo inteligentni nie przyjują najbardziej prawdopodobnych przekazów, a niektórzy nawet poprzestaję na ateizmie, który w mojej ocenie w ogóle nie ma żadnego podłożna racjonalnego, co wyżej przedstawiłem.

 

2. Co to znaczy, że dla nas istnieje tylko to, co widzisz? – to znaczy, że często podejmujemy decyzje tylko na podstawie tego, co w danej chwili widzimy, co doświadczamy, co nam jest podsuwane np. przez media, co przeżywamy, czym żyjemy itd. Bańka informacyjna jest bardzo niebezpieczne a co to jest poszukajcie w wyszukiwarkach.

Nie tak dawno wyczytałem w jakimś popularno-naukowym artykule, że niebezpieczeństwem współczesnych czasów jest to, że ludzie uważają wiedzę dostępą w Internecie jako swoją, jako swoją nabytą, jakby Internet był ich umysłem czyli Internet = moja wiedza. Tak samo mógłby powiedzieć student sprzed 50 lat, że nie musi się uczyć, gdyż wszystkie książki w jego bibliotece = jego wiedza.

Jednak nadal i dziś są egzaminy i od studentów wymaga się nie tylko przyswojenia wiedzy, ale także aktywnego używania jej.

Zatem brak wiedzy albo wyrywkowe czy powierzchowne jej przyswajanie prowadzi do błędnych rozpoznań.

 

3. I dojdźmy do ostatniego punktu, a właściwie pierwszego – to działanie na emocje jest skuteczne. Co z tego, że coś racjonalnie brzmi i jest najbardziej prawdopodobne – ludzie kierują się emocjami i w zależności jak coś zostanie przedstawione, nawet jednostronnie – ludzie nie są krytyczni – przyjmują na wiarę wszelką manipulację – i nieraz przestają racjonalnie myśleć a kierują się emocjami.

- Wszelkie kampanie wyborcze to gra na emocje – zobaczcie jak sami jesteśmy naładowani przed wyborami – aż iskrzymy.

- Wystarczy pokazać płaczącą młodą kobietę, że wskutek niespodziewanej ciąży legnie jej kariera – i już płaczemy razem z nią i mówimy, że najlepiej zrobić aborcję, bo jak ma ta kobieta żyć? (zapominamy, że kosztem będzie zabicie małego dziecka, którego płaczu nie słyszymy). To dlatego media przez dziesiątki lat nie dopuszczały do wyświetlenia filmu pt. „Niemy krzyk”, na którym pokazano jak dziecko reaguje podczas zabijania go – bo ludzie zmieniliby zdanie na temat aborcji.

- Niektóre ugrupowania polityczne walczą o życie żab i wzruszają się ich widokiem a są jednocześnie za aborcją.

- Zauważcie, że nieraz na portalach informacyjnych pokazuje się jakieś przestępstwo czy zły czyn jakiegoś człowieka z Kościoła np. księdza czy siostrę zakonną – i często z różańcem – co to sugeruje? To tak, jakbym pokazywał polskich przestępców z flagą Polski.

- Innym razem nagłaśnia się w mediach, że wskutek np. tego, że jakiś ksiądz czy biskup okazał się pedofilem i teraz wielu ludzi występuje z Kościoła.

 

To są właśnie działania na emocje – najpierw ci ludzie, co występują z Kościoła działają emocjonalnie, bo nie potrafią odróżnić złego czynu człowieka od przekazu,

a potem media, które świadomie podkręcają atmosferę, aby sugerować czytelnikom emocjonalne działania,

 

- a co ciekawe – emocjonalnie podkręcając emocje u czytelników sugerują im, że winni sami podjąć decyzję (wiadomo jaką) – typowa manipulacja.

 

 

To dlatego – w sposób racjonalny możemy wytłumaczyć – dlaczego ludzie nie przyjmują najbardziej prawdopodobnych przekazów.

 

 

 

kiedy odszedłem od Kościoła i publicznie wyśmiewałem wiarę Kościoła Katolickiego

 

Na koniec chciałbym jeszcze napisać o moim doświadczeniu kiedy odszedłem od Kościoła i publicznie wyśmiewałem wiarę Kościoła Katolickiego m.in. na religia.pl

 

W tym czasie przez kilka lat chciałem znaleźć prawdę o rzeczywistości bez względu jaka ona jest. Dużo czytałem naukowców liberalnych ale także ateistów zaś chrześcijańskich odrzuciłem z obawy, że mogą być stronniczy.

Już nie pamiętam dokładnie wszystkich, ale np. tak popularny głosiciel ateizmu jak Richard Dawkins – rozbawiał mnie swoimi stwierdzeniami w swoich książkach chociażby dotyczącymi naszej świadomości i tego, że jesteśmy świadomi, że jesteśmy świadomi a także „Cudem Słońca” w Fatimie. Nawet do mnie, który wówczas publicznie wyśmiewałem wiarę Kościoła Katolickiego nie trafiał bo jak napotykał jakiś problem to przeskakiwał nad nim argumentując, że to w przyszłości na pewno da się jakoś wyjaśnić.

 

Inny np. Geza Vermes (połykałem jego książki) – „pochodzący z rodziny węgierskich Żydów i pracujący w Wielkiej Brytanii historyk, specjalista od starożytnej Palestyny, rękopisów z Qumran i w ogóle literatury w języku aramejskim, a także Jezusa historycznego” – nabrałem do niego dystansu kiedy w swoich książkach jak przywoływał jakąś rewolucyjną wypowiedź Jezusa to twierdził, że tak Jezus nie mógł powiedzieć (chyba to coś było m.in. na temat miłości nieprzyjaciół).

- Czy nie prawda jak bardzo mocnych użył argumentów – tak uważa i koniec, a co tam przekazy z I wieku, a co tam św. Paweł, a co tam inni – po 2 tys. lat dowiadujemy się jak było.

 

I kiedy tak się naczytałem doszedłem do 2 wniosków:

1. że tak naprawdę nikt nie zna prawdy o rzeczywistości czyli jak jest naprawdę

2. i nastąpiło drugie wielkie olśnienie – że ja w swoich osądach i w swoim myśleniu mogę się mylić.

 

 

Zostałem złamany i załamany.

Rozumiecie? – nikt nie zna prawdy o rzeczywistości, nikt na 100% nie jest pewien a jedynie wszyscy albo wierzą w coś, albo im się wydaje, ale nie mają 100% wiedzy.

 

I największe to drugie olśnienie – że ja mogę się mylić więc przestałem wyśmiewać Kościół i jego wiarę, bo mogę się mylić. To, że ja czegoś nie rozumiem i wydaje mi się nonsensem wcale nie oznacza, że jest błędne a jedynie to, że takie są myśli we mnie i tylko tak jestem w stanie na dziś poznać, a przecież jutro może się zmienić.

 

- czy ktoś z Was rozmawiał z matematykiem np. nauczycielem od matematyki w szkole? – on ma tak wyćwiczony mózg, że nawet duże sumy liczy w pamięci, dodaje, odejmuje, mnoży itd.

- a czy widzieliście muzyka? nie wiem jak Wy, ale ja nie odróżniam niektórych dźwięków, nie rozpłaczę się na jakiś dźwięk chyba, że z żalu – a oni to czują, przeżywają, nieraz cierpią i wzruszają się.

- a malarz? – on patrzy i z kilku kresem wydobywa piękno istoty

 

Zatem jest coś co nie wszyscy z nas potrafią objąć i doświadczyć.

 

Przecież mógłbym powiedzieć matematykowi, że skoro ja nie mam twoich umiejętności, tak samo muzykowi czy malarzowi – to przecież tego nie ma, nie może być itd.

 

Rozumiecie? – nie wszystkiego doświadczamy, nie wszystko rozumiemy, nie wszystko możemy dobrze zrozumieć, nie wszystkie nawet jeśli nam dobrze przekażą – dobrze pojmiemy. Niestety – mamy ograniczenia.

 

Kiedy to zrozumiałem to nie tylko wyciszyłem krytykę, ale także zacząłem patrzeć na świat jak na wielką tajemnicę – odkrywam co mogę, ale ostrożny jestem z odrzucaniem, badam, sprawdzam, Bogu nie spieszy się (jeśli jest) więc nie widzę powodu dlaczego ja musiałbym natychmiast decydować o tym jaki jest świat – żyć i cieszyć się.

 

 

 

I na koniec – to nie jest tak, że wszystkie religie czy przekazy są równe i nie ważne co przyjmujemy.

Mamy szacunek wobec przekazów, ale winniśmy widzieć różnice i nie opowiadać bajek, że wszystkie religie albo przekazy są równe

- nie są równe i nie są takie same

I to wyżej ukazałem powołując się na źródła.

 

A ludzie oczywiście mogą wierzyć w cokolwiek – przecież nawet wierzą w sprzeczne rzeczy, a wiemy, że jednocześnie nie może coś być i jednocześnie nie być.

 

W mojej ocenie najbardziej prawdopodobny jest przekaz Jezusa, gdyż u źródeł jest duża grupa świadków, a poza tym reminiscencje tego mamy do czasów współczesnych i też są doświadczane przez duże grupy ludzi, także nie wierzących np. objawienia w Fatimie, Lourede, o. Pio, Gemma Galgani itd.

Te doświadczenia są grupowe – kiedyś i dziś.

To mnie bardziej przekonuje niże doświadczenia jednej osoby nieraz sprzed wielu tysięcy lat, co nie znaczy, że w tych przekazach nie ma jakichś prawd.

 

Niemniej jeśli miałbym stawiać na tej szali moją przyszłość i życie po śmierci

to zdecydowanie ufam Jezusowi.

 

To jest racjonalny wybór kierowany prawdopodobieństwem.

Jest to całkiem możliwe, że Jezus zmartwychwstał i jest Bogiem, i po śmierci jest życie wieczne w niebie.

To całkiem możliwe, że Jezus żyje, że jest wśród nas, że nas kocha i pragnie nas zbawić.

Konsekwentnie - całkiem możliwe, że ta prawda o rzeczywistości najbardziej opisana jest w Kościele Katolickim.

 

2019.02.24

Zapewne to dlatego jesteś dziś chrześcijaninem, gdyż urodziłeś się w rodzinie chrześcijańskiej, a może muzułmaninem – gdyż urodziłeś się w rodzinie muzułmańskiej, albo buddystą – podobnie. Może bliżej ci do ateizmu, gdyż przekonało Cię do tego Twoje środowisko, Twoja sytuacja czy doświadczenia albo wiedza lub jej brak albo ograniczone pojęcie lub świadomie to podjąłeś.

 

Niezależnie kim jesteś – możesz pozostać przy swoich wyborach lub tym, co zastałeś na świecie, albo możesz próbować szukać najbardziej prawdopodobnego przekazu.

 

Jeśli Bóg istnieje, a najbardziej prawdopodobne wydaje się, że istnieje – nie dąży do 100% pewnego objawienia się światu tak, aby nikt nie miał wątpliwości.

Nie wiem dlaczego tak się dzieje.

 

Jeśli zaś tak korzystna oferta od Niego leży na stole – to trzeba ją podjąć,

 

nie ma co udawać – mnie na pewno za ok. 30 lat nie będzie na świecie.

 

Dziś mierzę się z rzeczywistością, ale to rzeczywistoć obejmie mnie i poprowadzi w nieznane – razem z kolega ateistą, z koleżanką buddystką, z kolegą muzułmaninem czy sąsiadem wyznawcą judaizmu.

Pójdziemy razem w jedno miejsce - do wiedzenia!

Za kolejne 10 lat nikt na ziemi nie będzie już o nas pamiętał, a nawet gdyby pamiętał – co nam to da? – wspomnienia? – po co?

 

=========================

Nie wiem czy jeszcze ktoś czyta i doszedł aż do tego miejsca,

niemniej świadomie pomimo iż tekst jest długi – kontynuuję dalej, gdyż bez zrozumienia początku nie da się zrozumieć dalszej części a dzielenie na zakładki też nie ma sensu, bo będą to wyrywki z kontekstu.

 

 

Spójrzmy rozsądnie na siebie – kim wszyscy jesteśmy?

 

1. Przecież nikt z nas nie ma wiedzy, 100%-owej wiedzy o tym, co jest po śmierci – to pierwsze odkrycie.

 

2. Drugie jest takie, że przecież wszyscy tylko komuś wierzymy – albo sobie wierzymy jak ateiści czy agnostycy (swojemu poznawaniu, umysłowi, rozumowi), albo komuś, kto nam przekazał tę wiarę.

 

 

Dlatego uważam, że religia do styl życia i zachowania - ateiści mają swoich „bogów”, ale i wierzący, także komuniści mieli – popiersia Lenina, Stalina, marsze, przemowy, składanie kwiatów przed ich obrazami czy śpiewanie pieśni na ich cześć itd. – to wszystko religia, bo czymże to się różni w zewnętrznym przejawie od procesji Bożego Ciała? Czy mszy?

 

Nie ma człowieka, który nie jest religijny – każdy jest, każdy w coś wierzy, każdy ma swoich bogów czy boga.

 

 

Dowód na istnienie żywego Boga

 

Jest tylko jeden dowód na istnienie żywego Boga, którego każdy człowiek może doświadczyć – to życie każdego z nas:

Bóg jest żywy i żyje, ponieważ Ty jesteś żywy i żyjesz. Twoje życie to dowód na istnienie Boga.

Tak, jest żywy Bóg, ponieważ Ty żyjesz.

Twoje życie jest oznaką życia Boga.

 

A z życia wypływa Miłość, która towarzyszy życiu.

 

Czyli są nierozłączne

1. życie

2. i miłość

Po tym poznajemy prawdę, że ten, co żyje – kocha, a ten kto kocha – daje życie.

 

 

Tu nic nie trzeba odkrywać – to jest w nas.

 

Jeśli ja o swojej mocy ani nie zaistniałem, ani nie żyję, ani normalnie nie jestem usposobiony do zakończenia życia – to znaczy, że jest większa MOC, która też żyje i daje to życie, i jej celem jest dawanie życia.

 

Ojciec swoją mocą nie stwarza swoich plemników, a matka - swoich komórek – to otrzymujemy, aby w sposób świadomy lub nie świadomy wykorzystać do podtrzymania życia.

Mamy narzędzia do podtrzymywania życia, ale my ich nie wytworzyliśmy – nie jesteśmy ich początkiem.

 

 

Z całą pewnością możemy kontemplować Boga, który dał nam życie – tego Boga, który żyje, a jeśli żyje to zapewne nas słyszy i jeśli jest coś tak wspaniałego jak miłość to z całą pewnością On też nas kocha,

 

a ten, który

1. żyje i ma moc dawania i utrzymywania życia

2. i kocha

 

z całą pewnością tych, którzy żyją i kochają poprowadzi dalej, bo nie po to dał życie i kocha, aby potem unicestwić na zawsze.

 

Dlatego z całą pewnością po śmierci będziemy żyć z Bogiem

 

Dlatego wszystkie przekazy czy religie mówiące o tym mogą być prawdziwe.

 

Tylko Bóg jest najwyższym dobrem i możemy kontemplować Go, a jeśli Jezus jest Bogiem to przecież Jego kontemplujemy.

 

 

Boże, wielbię Ciebie, a skoro inni powiedzieli i przekazali nam poświadczając swoim życiem, że Jezus jest Bogiem – to kontempluję Ciebie, Jezu.

 

Jeśli nie jesteś w stanie uznać Jezusa za Boga to kochaj Boga – nie mam 100%-owych argumentów, aby powiedzieć, że Jezus jest Bogiem, ale w uznaniu Jezusa za Boga nie widzę też żadnych sprzeczności czy problemów.

 

Boże, wielbię Cię w moim życiu i w miłości, kocham Cię.

Serce napawa mnie radością, że jesteś, że mnie kochasz, że czuję Twoją obecność.

Kocham Cię, Jezu.

 

2019.03.06

 

 

Myślę też, że jako ludzie czasów współczesnych już zmęczeni jesteśmy różnym rozwarstwianiem historii i mówieniem, że Bóg jednych kocha bardziej, a drugich – mnie.

 

Miłość jest niepodzielna – można kochać albo nie kochać, ale nie można kochać mniej lub więcej.

 

 

Spotykajmy się na modlitwie i wielbijmy Boga – nie każdy swojego, ale tego jednego, który żyje i który dał nam życie, a życie mamy takie samo więc niczym nie różnimy się.

 

Kontempluj Boga tak, jak potrafisz – jak chcesz weź krzyż, weź Biblię, weź Koran, weź inne przedmioty – i kontempluj Boga w miłości.

 

Kiedy Bóg patrzy na Ciebie z miłością z całą pewnością dostrzeże Twoje serce i w każdym Twoim przedmiocie znajdzie część, która będzie Jego – czy to Koran, czy Biblia, czy inne przedmioty.

 

Z całą pewnością, co wyżej ukazałem – religie nie są równe, są różne, ale najważniejszy jest ten, co żyje – żywy Bóg, od którego wszyscy mamy życie.

 

Po prostu kochajmy Go.

 

Każdy rodzic chce, aby wszystkie jego dzieci kochały się - a skoro Bóg dał nam jednakowe życie to jesteśmy Jego dziećmi i tego samego pragnie.

Niech nic nas nie odrywa od miłości Boga i siebie nawzajem,

niech nic nas nie nurtuje, nie dzieli ale łączmy się w Bogu i patrzmy tylko na Niego.

2019.03.06

 

 

Spójrzmy logicznie na rzeczywistość:

nawet gdybyśmy żyli 100 lat to i tak czeka nas śmierć.

Po prostu końcem naszego życia jest śmierć.

Zatem jaki sens ma to wszystko, co robimy?

Realnie – za max. 100 lat Ciebie i mnie nie będzie na ziemi, a w Twoim mieszkaniu i po ziemi, po której teraz stąpamy będą chodzić inne osoby tak, jak my chodzimy tu, gdzie 100 lat temu inni zakochiwali się, zakładali rodziny, rodzili – ale ich wszystkich już nie ma.

Trzeba się zbudzić ze snu i jasno powiedzieć – umrzemy, najdalej za 100 lat i cokolwiek nie zrobilibyśmy – my umrzemy.

Kurczę, obudźmy się – to realna prawda, i nikt nas przed tym nie ustrzeże!

Teraz żyję, ale już oczami wyobraźni widzę mój grób na cmentarzu z wypisanym imieniem i nazwiskiem, i ze zdjęciem, które po latach wybladło i już nawet nikt nie wie czyj jest ten grób. W końcu na tym miejscu pochowano inną osobę nawet nie związaną z moją rodziną.

 

 

Druga realna prawda jest taka, że jest tylko jedna nadzieja realna – to Jezus, który obiecał życie wieczne.

Spójrzmy realnie – nie ma nic poza Nim. Ateizm dzieje się tylko w umyśle, a inne religie to zawierzenie komuś jednemu z przeszłości.

Tylko w chrześcijaństwie jest grupa ludzi u początków, która świadczy przez lata w cierpieniu i prześladowaniu o Jezusie i na końcu oddaje za świadectwo o Jezusie – swoje życie.

Reminiscencje są do dziś – to objawienia w Lourdes, w Fatimie, o. Pio, Gemma Galgani, Faustyna Kowalska i Jezus Miłosierny i wiele więcej – po prostu to doświadczenie ciągle jakoś uobecnia się, czego nie znajdziemy w żadnym innym przekazie czy religii.

 

Problem zła

Przekaz Jezusa pozwala także lepiej zidentyfikować i nazwać zło w świecie, które nas dotyka.

1. zło jest często w opozycji do przekazu Jezusa

2. ale także zło jest wynikiem istnienia zła w szeregach wyznawców Jezusa

3. zło jest również wynikiem działania człowieka np. wojny

4. i w końcu – zło jest także wynikiem nie wiadomo czego np. choroby, wybuchy kataklizmów itd.

5. jeśli mówimy o złu osobowym jakim jest Szatan to trzeba też zaznaczyć, że jest on stworzeniem i jako taki jest niczym wobec Jezusa.

 

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że sam Jezus – Bóg cierpiał i został zabity – to dotykamy jakiejś tajemnicy cierpienia, bo jak to wyjaśnić? albo jak wyjaśnić cierpienia niewinnych ludzi? – po prostu taki jest świat.

 

Dlatego jest całkiem możliwe, że dlatego jest śmierć, gdyż na świecie jest zło – i dlatego musi wszystko obumrzeć, aby przejść do nowej rzeczywistości.

 

 

Przekaz Jezusa

Teraz spójrzmy realnie na przekaz Jezusa – po prostu Jezus chce, abyśmy żyli wiecznie w wiecznym szczęściu.

Czy nie jest to fascynujące?

 

A co wymaga od nas? – abyśmy wzajemnie się kochali i tworzyli z Nim jedność.

- no i zobaczcie sami – czy to nie wspaniałe?

 

 

No ale jak pogodzić to z istnieniem Kościoła Katolickiego?

Z mnóstwem zakazów i nakazów?

- po prostu dla ludzi, którzy kochają nie ma zakazów i nakazów – nie dostrzegają ich, bo oni kochają.

Jeśli kochasz swoją żonę to myślisz o czekających na ciebie karach kiedy ją zdradzisz? – i rozmyślasz o nich?

- To człowiek, który zdradza miłość zaczyna popadać w różne rozważania i lęki o grożących konsekwencjach.

Kościół to forma przekazywania przez pokolenia przekazu Jezusa – na sposób ludzki, mało idealnie, nieraz z problemami, ale jednak ten przekaz jest przekazywany następnym pokoleniom.

 

 

A co można powiedzieć o złu w Kościele?  Czy ludzie słusznie odchodzą od Kościoła? Co o złu wśród zakonników czy księży a nawet biskupów?

- niestety, ale najpierw winą za to obarczam tych tzw. pobożnych zakonników, księży czy biskupów, którzy wiedzą a milczą i dopuszczają, aby zło rozlewało się przez lata i raniło cały Kościół i oni najbardziej za to zapłacą, gdyż przez to dotknie ich prześladowanie – bo w imię fałszywie rozumianych cnót i wygodnictwa godzą się na to zło, a nawet je ukrywają odrzucając ludzi, którzy doznali tego zła.

- w drugiej mierze winni są sami ci, którzy wyrządzają to zło, ale u nich być może nie ma świadomości przekazu Jezusa więc skoro ani nie wierzą, ani nie chcą, a może nawet świadomie weszli do stanu duchownego aby czynić zło i żyć w złu, i pasożytować na wiernych i Kościele.

 

W ogóle jakoś mi trudno objąć i zestawić postępowanie Jezusa z Ewangelii ze współczesnym życiem hierarchii kościelnej i z funkcjonowaniem Kościoła – po prostu ludzie na przekazie Jezusa robią pieniądze i realizują swoje pyszne zapędy władcze, bo nijak nawet nie można porównać jerozolimskiego osiołka, na którym wjeżdżał Jezus do świątyni z „mercedesem” księdza biskupa.

 

Mówiąc szczerze – chyba mało kogo obchodzi to, że ludzie odchodzą od Jezusa i od Kościoła.

Mało kogo, bo pomimo ogromnego zła dziejącego się w Kościele nie widziałem przez lata walki o dobro Kościoła, ale widziałem starania o ukrywanie zła - a może to ukrywanie jest silniejsze.

 

 2019.03.13

.

.

.

Jakie widzę rozwiązanie?

- jedynie co można sensownego zrobić to przyjąć przekaz Jezusa i żyć wg niego, przyjąć ofertę wiecznego życia od Jezusa.

- i zacząć się modlić do Jezusa – wejść z Nim w łączność

- i potem na ile możesz i jesteś gotowy – korzystać z Eucharystii i przyjmować Jezusa pod postacią chleba i spotykać się z innymi ludźmi, którzy przyjęli przekaz Jezusa – aby wzajemnie się wspierać, gdyż skoro prawdopodobne, że Jezus jest Bogiem to całkiem możliwe, że jest obecny w Eucharystii (dla Boga to żaden wysiłek).

 

- a jeśli widzisz zło w swoim Kościele to po prostu trzeba przestać go finansować a ofiarę, którą miałbyś przeznaczyć na lokalny kościół – przekazać np. na dokarmianie bezdomnych (konto bankowe takich akcji bez problemu znajdziesz w internecie). Chodzi o to, aby wpłacić, bo czasami z chytrości nie składamy ofiar. Nie przejmuj się, że będą ronić łzy, że są ogromne potrzeby - niech powołają grupę świeckich, którzy będą się rozliczać i wówczas wspomóż, ale zdecydowanie odmów finansowania zła w Kościele - na chleb im wystarczy.

- a jeśli jesteś zakonnikiem czy księdzem – to powinieneś najpierw zebrać grupę zakonników czy księży i zacząć naciskać na zmiany, a nie w imię dobra Kościoła – wyciszać sprawy. Dobrem Kościoła jest tylko nawrócenie – najlepiej publiczne jak to było w początkach chrześcijaństwa – tym bardziej to dotyczy księdza czy zakonnika.

Fałszywe pojęcie dobra Kościoła prowadzi do jego rozkładu.

 

  2019.03.13