1. Najważniejsze pytanie – czy jest życie po śmierci.

- bo nic nam nie daje istnienie Boga jeśli nie ma życia po śmierci.

 

2. Czy badanie współczesnych przekazów na temat życia po śmierci jest wystarczające, aby uznać, że ono jest?

- a czy zignorowanie tych przekazów jest wystarczającym powodem, aby odrzucić życie po śmierci?

 

3. Kto jest bardziej wiarygodny - ci, którzy mówią, że nie ma życia po śmierci czy ci, którzy twierdzą, że jest?

- najpierw powinienem przynajmniej zbadać na podstawie czego tak twierdzą jedni i drudzy.

 

4. Pozwoliłem zatem zapytać co sądzą ateiści

 

5. Ateizm to "brak wiary" - ale komu?

- "jest następstwem albo rozmyślnego wyboru"

- "albo naturalnej niezdolności zawierzenia religijnym naukom" 

- i dalej czytamy: "aktywnie wyznają wiarę w nieistnienie konkretnych lub wszystkich bogów"

 

6. Zatem czy mogę zawierzyć komuś, kto:

- dokonał rozmyślnego wyboru? - a jeśli coś źle zrozumiał albo jego umysł nie pojął? albo ma małą wiedzę? albo nie jest zdolny do pojęcia? - przecież to, że ślepy nie widzi kolorów nie znaczy, że tych kolorów nie ma.

- kto aktywnie wyznaje wiarę w nieistnienie? - skąd ta aktywność? czy nie szkoda życia na aktywne wyznawanie, że coś nie istnieje? przecież można wymyślić sobie jakąś ideę i potem walczyć z nią czy też aktywnie wyznawać nieistnienie jej. 

 

7. Podsumowując - ateizm to tylko domysły, przypuszczenia i odrzucanie z góry, bo nawet gdyby coś się pojawiło to on i tak z góry uzna, że to nie jest prawda, bo przecież on nie wierzy, a jak on nie wierzy to przecież tego nie ma, bo istnienie czegoś uzależnione jest przecież od jego wiary.

Czy w czymś się tu mylę? 

 

8. Od ateistów oczekuję konkretów, a nie samego odrzucania - oczekuję dowodów popierających ich twierdzenie, świadectw, świadków a najlepiej, gdyby ktoś z ateistów umarł i potem zmartwychwstał i powiedział, że nie ma życia po śmierci (nie żartuję, piszę poważnie, musi być dowód poważny o mocy chrześcijańskiego, a nie jakieś przypuszczenia, domysły, bo to brzmi mało poważnie, i do tego to "aktywne" wyznawanie wiary w nieistnienie - dla mnie to bardzo płytkie.

 

9. Zauważmy jeszcze jedno - ateista nic nie potrzebuje, aby zostać ateistą - to dokonuje się w jego umyśle - on tak stwierdza. On w swoim umyśle dokonuje analizy i dochodzi do wniosku, że jest ateistą, a przecież wiadomo, że oczy mogą nasz mylić, że uszy mogą słabo słyszeć, że umysł może być otępiały, że powonienie może wprowadzać w błąd.

 

- dlatego tym bardziej zadziwia mnie ta jakaś przedziwna pewność ateistów, zwłaszcza tych "aktywnych". Ta ich pewność oparta jest tylko na ich sądach i domysłach, które mogą przecież być fałszywe - brak mi dystansu do siebie i do swoich możliwości poznawczych.

2019.02.17